Blog > Komentarze do wpisu
Jak rozpoznać intencje faceta wobec kobiety (i vice versa)...?

Tak sformułowane pytanie dowodzi co prawda naiwności i niedojrzałości osoby pytającej, ale wbrew pozorom odpowiedź na nie jest w pewnym stopniu możliwa. Należy bowiem zrobić coś odwrotnego do tego co robi większość niepewnych siebie kobiet, obawiających się skrzywdzenia ze strony mężczyzny i rozczarowania. Należy zbliżyć się do niego i sprawić aby poczuł się bezpiecznie. To wszystko zaś nie jest na ogół możliwe bez wejścia w bliższą relację. Nie mówię tu od razu o długotrwałym związku, ale niewątpliwie jakaś więź powinna mieć szansę powstać. Kobiety niestety często postępują całkowicie odwrotnie – trzymają faceta jak najdłużej na dystans, licząc na to, że w ten sposób lepiej go poznają. Ich zdaniem „jak facetowi zależy to poczeka”. To jedna z większych bzdur jakie znam w budowaniu relacji międzyludzkich. Dlaczego? Dlatego, że na początku znajomości ani jednej, ani drugiej stronie nie może zależeć. Na pewno nie w takim stopniu w jakim zależałoby lub w jakim będzie zależeć gdy znajomość się rozwinie, ludzie się do siebie zbliżą, poczują przy sobie bezpiecznie i wytworzy się między nimi więź uczuciowa. W tym momencie wiele kobiet może zaprotestować mówiąc, że przecież nie będą się zbliżać do „każdego” (celowo wziąłem to słowo w cudzysłów bo to równie głupi co częsty argument). A kto Wam każe, drogie Panie, zbliżać się do „każdego”? Czy interesują Was intencje „każdego”? Zakładam, że niniejsze rozważania dotyczą kogoś wyjątkowo interesującego. Jeśli tak nie jest to nie ma sensu w ogóle się zastanawiać nad jego intencjami bo Wasze są nieodpowiednie. W tym miejscu kłania się kolejny absurd widoczny w podejściu wielu kobiet do mężczyzn i relacji z nimi. Okazuje się często, że w hierarchii ważności męskich cech w oczach wielu pań, na szczycie znajdują się nie obiektywne cechy facetów - dotyczące ich wad i zalet jako ludzi, jako mężczyzn, jako potencjalnych partnerów – a zamiast tego decydujące znaczenie ma zupełnie inne kryterium. Kryterium zainteresowania kobietą. Innymi słowy, zamiast zwrócić swoją uwagę (i zainteresowanie) w kierunku tych nielicznych facetów, którzy łączą w sobie tak ważne cechy jak inteligencja, odpowiedzialność, opiekuńczość, wrażliwość, temperament, lojalność – i dopiero spośród tych nielicznych, którzy spełniają powyższe kryteria, starać się wyłowić tych, którzy są daną kobietą zainteresowani umiejętnie podsycając to zainteresowanie, rozbudzając je i rozwijając, wiele kobiet robi odwrotnie – starając się znaleźć pożądane cechy u tych, którzy się nimi zainteresowali, a jeśli delikwenci tych cech nie posiadają - „wychować” ich i nauczyć czego trzeba. Zazwyczaj okazuje się, że to mission impossible.

No tak, tylko jak rozpoznać wszystkie te wymienione wcześniej ważne cechy, a co za tym idzie – jak rozpoznać posiadającego je faceta? Ano nie da się tego osiągnąć inaczej niż poprzez wzajemne zbliżenie się do siebie (zarówno psychiczne, jak i fizyczne – to są akurat „naczynia połączone”). Do kogo się w takim razie zbliżać? Absurdalne byłoby zbliżanie się do każdego. No tak… Tylko, że nie mówię o zamykaniu oczu i uszu w nowych znajomościach, ani o poruszaniu się w nich po omacku. Mówię o obserwowaniu, słuchaniu i wyciąganiu wniosków. Jeśli facet nie jest dla danej kobiety ciekawy pod żadnym istotnym dla niej względem już w pierwszej minucie znajomości, wówczas nie ma specjalnego sensu ani powodu aby inwestować w niego kolejną minutę. Analogicznie z kolejnymi pięcioma minutami, godziną, dniem, tygodniem, miesiącem itd. Ale jeśli interesujący jest w każdym z wyżej wymienionych przedziałów czasowych to warto nie stać w miejscu tylko poznać go bliżej w kolejnym. I nie mówię tu o wskakiwaniu od razu do łóżka. Otwierać się przed sobą można bardzo stopniowo i na wiele sposobów. Począwszy od coraz bardziej otwartej, swobodnej i osobistej rozmowy, poprzez coraz większą swobodę i poufałość w zachowaniu, aż po wejście w sferę intymną (która też nie jest „zero-jedynkowa” tylko może mieć bardzo wiele odcieni i barw). Bliskość i więź buduje się na bardzo wiele sposobów. Chodzi o to aby nie stać w miejscu. Tymczasem wiele kobiet robi taki błąd, że albo robi jeden-dwa kroki po czym na dłuższy czas zatrzymuje się w miejscu nie pozwalając sobie ani zainteresowanemu sobą mężczyźnie zrobić kolejnego dopóki nie „upewni” się, że nie będzie potraktowana powierzchownie, albo – co równie nonsensowne – cofa się w relacji pod wpływem analogicznych obaw (co opisałem w niedawnym wpisie „Irytujące zachowania kobiet po pójściu do łóżka”). Otóż niniejszym, jako w miarę myślący facet, uprzejmie informuję wszystkie panie, które tak postępują, że w ten sposób w niczym się nie „upewnicie”, a co najwyżej możecie zrazić do siebie faceta. Owszem zrazicie zarówno tego, któremu chodziło rzeczywiście o „jedno”, jak niestety potencjalnie takiego, który był otwarty na dużo więcej. Dlaczego? Dlatego, że dojrzały emocjonalnie, dorosły i świadomy swojej wartości facet nie lubi „pogrywania” z nim i nie lubi niezdecydowania w kwestii stosunku do niego ze strony kobiety, którą uważa za interesującą. Oznacza to bowiem, że dana dama nie jest w stanie dostrzec i docenić tego co miała możliwość już w nim zaobserwować i poznać (bez względu na to czy mówimy o minucie, godzinie, dniu, czy miesiącu znajomości). On też szuka kogoś kto nie tylko mu się spodoba, ale także kogoś na tyle inteligentnego, spostrzegawczego i wrażliwego, że ten ktoś zauważy z kim ma do czynienia. Zauważy i doceni to. Jak doceni? Powtarzam – nie mówię o żadnych radykalnych ruchach, ani krokach, nie chodzi mi o seks, a już na pewno nie o sam seks. Mam na myśli wyciąganie wniosków z tego co się widzi i słyszy i w zależności od tego jaki jest efekt – albo stały ruch w swoim kierunku, albo niezawracanie sobie nawzajem głowy i nietracenie czasu. Zatrzymując się w tym procesie zbliżania do siebie wprowadzamy dystans. A dystans – jak już wspominałem w poprzednich wpisach – rodzi dystans u drugiej strony. Czyli drogie Panie, nie dziwcie się, że jeśli okażecie najpierw facetowi zainteresowanie a potem zaczynacie go od siebie odsuwać – on się również odsunie od Was. Oczywiście nie trzeba się z niczym śpieszyć. Ale powtarzam, jest wiele sposobów stopniowego budowania relacji i zbliżania się do siebie – poza seksem. Kobieta jest w stanie „rozkręcić” zainteresowanego nią faceta niekoniecznie i nie tylko idąc z nim do łóżka. Może być fascynująca w rozmowie, we wspólnym spędzaniu czasu, może mu okazywać swoje zainteresowanie na najprzeróżniejsze sposoby – począwszy od spojrzenia, uśmiechu, sposobu bycia, otwartości i komunikatywności w rozmowie, poprzez odwzajemnianie (już nie mówię o inicjowaniu) drobnych czułości (dotyk rąk, muśnięcie palców, pocałunek i wiele, wiele innych), aż po odważniejsze rzeczy. Jeśli zaś staniecie w miejscu i ani nie zrobicie same żadnego ruchu w kierunku faceta, ani nie pozwolicie jemu na zrobienie niczego – wówczas wysyłacie mu negatywny sygnał w kwestii własnego zainteresowania nim. Inteligentny i obdarzony choćby elementarną empatią mężczyzna odczyta ten sygnał właśnie w taki sposób, a ten który nie odczyta będzie prawdopodobnie pozbawiony empatii i wyczucia. Pierwszy się odsunie – co Wy zinterpretujecie jako potwierdzenie swoich obaw – a drugi pozostanie na „placu boju” co Wy uznacie za szczere zainteresowanie Wami. I gdy już oswojone, przyzwyczajone do jego obecności, a często nawet zaangażowane pod wpływem tego przyzwyczajenia i wyidealizowania „cierpliwego” kandydata otworzycie się przed nim – może się okazać, że kiedy poczuje się pewniej i będzie spokojny, że Was „zdobył” dopiero wtedy pokaże swoje prawdziwe oblicze. Które wcale nie musi być takie „cierpliwe” i grzeczne jak w procesie „oswajania”. Często wtedy okazuje się, że taki facet – który już wcześniej udowodnił, że nie grzeszy empatią, ale co zostało zinterpretowane jako cierpliwość i zaangażowanie – zacznie Was traktować jak swoją własność, czyli zacznie być chorobliwie zazdrosny, zaborczy, a nierzadko również brutalny. Ale Wy już wtedy będziecie zaangażowane i będziecie mieć wciąż w pamięci tego cierpliwego, spokojnego i kochanego „misia” z początku znajomości i będziecie się same oszukiwać, że to Wasza wina, że on tak się zachowuje bo mu zależy i że ten ciepły, kochany „miś” znów wróci. Niektóre z Was zrozumieją jak bardzo się myliły dopiero wtedy gdy staną w obliczu fizycznej przemocy ze strony zazdrosnego „misia”. A niektórym nawet to nie pomoże...

Spotykałem się kiedyś z taką dziewczyną. Była piękną, ciepłą, wrażliwą, a przy tym niesamowicie seksowną babką (miała wtedy 26 lat – było to parę lat temu). Poznaliśmy się – jak zwykle – przypadkiem. Okazało się, że właśnie niedawno wyprowadziła się od męża, który ją bił. Przemoc wobec kobiet zawsze mnie szokowała, a wobec tak kruchej i subtelnej istoty wydawała się tym bardziej niewyobrażalna. Tam trwało to przez dłuższy czas zanim zdecydowała się wyprowadzić z domu (de facto – uciec z niego, bo ukrywała się przed nim). Na moje pytanie dlaczego pozwalała na to aby wydarzyło się to więcej niż raz odpowiedziała tak jak zwykle odpowiadają kobiety w takich sytuacjach – na początku było cudownie i gdy uderzył ją pierwszy raz łudziła się, że to się nie powtórzy i że facet się zmieni. Oczywiście to się nigdy nie zmienia. Co najwyżej na chwilę, np. wtedy gdy delikwent zaczyna czuć, że traci swoją „ofiarę”, a poza tym ewentualna zmiana jest możliwa tylko na gorsze. Tak też było w tym przypadku i dlatego uciekła z domu, mieszkając kątem u jakiejś koleżanki. Przyznam, że od początku znajomości poczułem coś wyjątkowego – pomijając fakt, że bardzo mi się podobała fizycznie i niesamowicie na mnie działała seksualnie – była cudowną, autentycznie ciepłą i delikatną osobowością, która bardzo pobudzała mój instynkt opiekuńczy, a poza tym po prostu naprawdę lubiłem z nią spędzać czas (pod każdym względem). Mieliśmy tego czasu ciągle za mało, obydwoje byliśmy zajęci a poza tym – ponieważ ukrywała się przed mężem wariatem – unikała miejsc publicznych, a już szczególnie bała się afiszować w moim towarzystwie. Uzasadniała to dość racjonalnie. Oprócz obaw o jego możliwą reakcję chodziło też o nieprowokowanie trudności przy planowanym przez nią rozwodzie. Miała złożyć wkrótce papiery rozwodowe i nie chciała aby spotykanie się z innym mężczyzną przyczyniło się do orzeczenia przez sąd o jej winie. Nie nalegałem na nic, spotykaliśmy się wtedy gdy obydwoje mogliśmy i raczej w kameralnych miejscach (ustronne knajpki i u mnie). Trwało to dwa lata, w czasie których naprawdę się zaangażowałem i autentycznie chciałem z nią być. Zdążyła wyprowadzić się od koleżanki, ale u mnie nie chciała zamieszkać (na co oczywiście tez nie nalegałem… pomijając już to, że nic nie robię na siłę, to czynnik „sądowo-rozwodowy” wciąż był aktualny), więc wynajęła małe mieszkanko. Nadal spotykaliśmy się z różną częstotliwością, ale przyznam, że w międzyczasie kilkakrotnie miały miejsce niepokojące sytuacje gdy na wiele godzin (czasami dni) wyłączała telefon i nie było z nią żadnego kontaktu. Zawsze to później jakoś usprawiedliwiała a ja nie chciałem za bardzo dociekać, więc wszystkie te wyjaśnienia akceptowałem. Któregoś wieczoru zadzwoniła do mnie zapłakana prosząc, żebym przyjechał. Okazało się, że jest pobita. Przez kogo? Wiadomo przez kogo... Jak to możliwe? Podobno spotkała się z nim na jego prośbę, żeby spokojnie porozmawiać i ustalić jakieś sprawy w związku z rozwodem. Skończyło się tak, że była cała posiniaczona. Podobno nie tylko ją bił, ale wręcz uderzał jej głową o ścianę. Wiem, trudno w to uwierzyć. Niestety byłem w sytuacji, w której nie miałem specjalnego wyjścia. Zawiozłem ją do szpitala na ostry dyżur na obdukcję, ale nie zgodziła się pójść na policję. Argument był taki, że jej mąż ucieka przed wojskiem, mieszka pod adresem, pod którym nie jest zameldowany i gdyby to zgłosiła musiałaby podać jego autentyczny adres. A gdyby go zgarnęła policja facet musiałby iść do wojska (sic!). Nie mogłem uwierzyć. Psychol ją zmasakrował a ona wciąż go chroniła. Wtedy pierwszy raz zaświtały mi w głowie wątpliwości co do sytuacji, w której się znalazłem.

Sytuacja wyjaśniła się przypadkiem, miesiąc później. W trakcie jakiejś kolejnej doby, podczas której jej telefon był wyłączony, martwiłem się o nią i co kilkadziesiąt minut – kontrolnie – dzwoniłem do niej. Ku mojemu zaskoczeniu około południa kolejnego dnia takiego dzwonienia okazało się, że telefon już działa. Odebrała go. Była zaskoczona, że mnie słyszy, ale jak się po chwili okazało znajdowała się w sytuacji, w której nie mogła ani się rozłączyć, ani kręcić. Gdy zapytałem co się z nią dzieje odpowiedziała, że jest właśnie ze swoim mężem, postanowiła do niego wrócić, znów jest cudownie i aktualnie leżą w łóżku. Zatkało mnie. Kilka tygodni wcześniej osobiście wiozłem ją w nocy do szpitala po tym jak facet ją ciężko pobił, a teraz leży z nim w łóżku i mówi mi, że do niego wraca. No cóż, szok szokiem, ale w tym momencie zrozumiałem jak bardzo się pomyliłem i w przeciwieństwie do niej nie zamierzałem w tym błędzie tkwić. Powiedziałem coś oschłym tonem i życzyłem jej szczęścia.

Pół roku później zadzwoniła do mnie. Znów z płaczem. Przeprosiła mnie za to co zrobiła i powiedziała, że miałem rację mówiąc, że powinna była definitywnie zakończyć znajomość z mężem. Okazało się, że znów została przez niego pobita. Tym razem jeszcze ciężej i na oczach ich córeczki (mieli 7-letnie dziecko, które w czasie perypetii mieszkaniowych mieszkało u jej rodziców). Cóż mogłem powiedzieć... Powiedziałem, że naprawdę mi przykro, ale pół roku wcześniej zrozumiałem, że nie jestem w stanie jej pomóc. Jedyną osobą, która jest w stanie to zrobić jest ona sama...

rape

piątek, 02 lipca 2010, nonkonformicjusz

Komentarze
2010/07/02 18:04:36
Niezrozumiałe jest dla mnie to, że niektórzy (czasem mam wrażenie: znakomita większość) nie przyjmują wyciągniętej w ich kierunku ręki, stoją i czekają licząc na samoistne rozwiązanie się problemu, jeśli idą krok do przodu to często potem robią dwa kroki do tyłu i co gorsza nadchodzi moment, kiedy takie tuptanie w miejscu bez perspektyw na rozwiązanie problemu i bez wytrwałości w swoim postanowieniu kończy się zaakceptowaniem sytuacji nie do zaakceptowania. Czasem niestety próba pomocy w takich okolicznościach z mojego doświadczenia przypomina wyginanie samemu potężnego, całkowicie nieplastycznego pręta, i trzymanie go z całych swoich sił, bardzo się starając, po to żeby nadany mu nowy kształt już pozostał. Jednak wystarczy go puścić i wszystko wraca do stanu wcześniejszego. Jakby nigdy nie był nawet troszkę zakrzywiony.

Zachowanie opisane w Twoim poście to dosłownie przejaw braku odpowiedzialności tak za swoje życie, jak i za życie własnych dzieci. Brak perspektywicznego myślenia i brak rozsądku.

Co do pierwszej części, nieco bardziej optymistycznej, biorąc za tło opowiadanie o znajomej: tak, będąc z kimś nie ma co tracić czasu na podchody, lepiej wziąć wybraną osobę za rękę i zabrać ją do swojego świata, świata muzyki czy filmu, świata gdzie może lubimy pomknąć szybko samochodem przez puste ulice czy świata, w którym ścigamy się kto pierwszy przepłynie basen pieskiem czy kto dłużej wytrzyma pod wodą. Z takiej "podróży" w głąb własnych hobby czy uciech można wynieść wiele informacji o drugiej osobie i nawet jeśli okaże się, że nie jest to nie jest ten wybrany, to jest duża szansa na dobrą zabawę i nową ciekawą znajomość.

Ci, którzy udają super niedostępnych koniec końców okazują się raczej nudnymi partnerami czy znajomymi (nie chciałabym nikogo tutaj urazić, na pewno nie jest to 100% reguła, czasem ci "niedostępni" są zwyczajnie wstydliwi, choć taka bariera w postaci nieśmiałości czasem też niestety może być dla innych na dłuższą metę męcząca).

pozdrawiam nonkonformicjuszu i do następnego komentarza
-
2010/07/02 22:45:58
Miło przeczytać, że ktoś rozumie o co chodzi i myśli podobnie.

Dziękuję i również pozdrawiam...
-
Gość: alg, 109.243.143.14*
2010/09/08 20:56:57
Myślę inaczej. Ale też żyję inaczej. Mniej oceniam i mówię, więcej robię. POLECAM.
-
2012/12/11 15:08:06
Dziękuję za ten tekst. Nie tylko mnie utwierdził w moim przekonaniu, ale i otworzył oczy na pewną sprawę. :)
-
Gość: , host81-141-7-253.wlms-broadband.com
2013/01/03 10:50:11
fajnie tak poczytac czyjes opinie bo tak jak w grze czy zwiazkach gdy dobrze jest na poczatku cziezko zakceptowac zmiany na gorsze a gdy siestrzela tak poprostu w niepewnosc i okaze vsie pozytyw to dopiero cieszy
-
Gość: dora, 37.31.20.219.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/03/22 00:03:47
Jak dla mnie bardzo wartosciowy tekst. Dziękuję :)
-
Gość: iwa, 123-184-045-062.dynamic.caiway.nl
2013/06/15 16:18:51
Jak ochronić takie jagnie ,ktore samo wilka pragnie